<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650</id><updated>2011-11-27T15:26:42.968-08:00</updated><title type='text'>tumorisovarisinistra</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>14</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-7898978561015435019</id><published>2008-12-01T09:50:00.001-08:00</published><updated>2008-12-01T09:54:31.266-08:00</updated><title type='text'>rozmowa na długość budyniu</title><content type='html'>dziś krótko. telegraficznie.&lt;br /&gt;kiedyś wkładano ludzi do pieca na 3 różańce w celach terapeutycznych. dziś prowadzi się rozmowę na długość budyniu w salaterce. w ogóle to uwielbiam słowo salaterka. zawsze na paczce budyniu przedostatnim krokiem jest wlanie do opłukanej salaterki! miodzio, miodzio!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dziś notka dlatego, że nieregularne wzmocnienia są najlepsze. i o różnym natężeniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-7898978561015435019?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/7898978561015435019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=7898978561015435019' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/7898978561015435019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/7898978561015435019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/12/rozmowa-na-dugo-budyniu.html' title='rozmowa na długość budyniu'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-3144312302542376525</id><published>2008-11-25T09:50:00.000-08:00</published><updated>2008-11-25T10:28:00.242-08:00</updated><title type='text'>swój turas to dobry turas</title><content type='html'>bo po co nam obcych wrogów szukać, jako kargula już znamy? po co szukać innego kebaba jak się wie gdzie jest znośny? no chyba że jest się 300 km od znanego. wtedy pozostaje się na łasce i nie tamtejszego. zwykle inne tumani i przestrasza, ale inne jest fajne też. takie inne spojrzenie na ten przykład. choćby na kuszenie świętego antoniego. w boscha i u daliego. to samo a inaczej. serdecznie rekomenduję zacnym Czytelnikom obejrzeć jedno i drugie!&lt;br /&gt;Czytelniczki/Czytelnicy. jest to dla mnie zagadka ogromna! co i rusz pojawiają się głosy bym to napisał, a to tamto wyszydził, a to pominął. co mnie nad wyraz cieszy, bo feedback jest kluczowy dla twórcy. taaaa. obecnie został mi zadany kalambur przez Czytelniczkę/Czytelnika dotyczący jej/jego własnej osoby. zaintrygowanym więc wielce i oczekuję niecierpliwie na odzew dalszy.&lt;br /&gt;pod koniec ostatniej notki pozwoliłem sobie napisać o czym będzie mowa później. i dziś będzie mowa o krolu i aborcji. ciekawa historia, przez profesora oficjalnie opowiedziana, co prawda w języku Obamów i Tudorów, ale mam nadzieję, że pojąłem. otóż. pewnego razu chrześcijańska partia w belgi zapragnęła liberalizacji - tudno słowo, szkoda nie na e - prawa aborcyjnego. co tam. niech mają.&lt;br /&gt;a tu król okoniem stanął. i podpisu złożyć nie chciał. lud napierał, król nie ustepował i nawet zdrowie mu dopisywało i nie było co liczyc na szybkie jego zejście smiertelne. wtedy to, tęgi głowy konstytucyjne powzięły koncept: kiedy król nie może sprawowac władzy, podpis pod ustawą może zlożyć premier i ustawa będzie mogła wejść w życie. król więc ustąpił. na jeden dzień. i z pseudobezkrólewia korzystając premier podpisał. król wrócił, ale jako kokardka raczej niż jako filar. sprytne, prawda?&lt;br /&gt;wracając z brukseli pewnego dnia - jak to brzmi, ach - napotakałem autochtona z którym słów parę zamieniłem w naprędce tworzonym języku niederlandzko-angielskim. rzekł mi on, że w belgii jak snieg spadnie to trzeba mu zrobić zdjęcie, bo na godzinę go nie ma. miejscowi to jednak zawsze rację mają. i spadł i zniknął. śnieg. ale autobs zdążył z drogi wypaść i afroamerykanie się śnieżkami porzucać. a ponoć w brazylii biura podróży sprzedają wycieczki żeby śnieg pooglądać. i trzeba wycieczkę wykypić i czekać aż śnieg spadnie, nawet 500 km stąd. i potem się jedzie, fotografuje i wraca. ot, biznesik.&lt;br /&gt;nauka niderlandzkiego postępuje żwawo. już zamówię kanapkę z wędzonym łososiem, bez cebuli i keczupem zamiast majonezu.&lt;br /&gt;tymczasem zagłębiam się w dalsze arkana wiedzy wszelkiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-3144312302542376525?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/3144312302542376525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=3144312302542376525' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/3144312302542376525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/3144312302542376525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/11/swj-turas-to-dobry-turas.html' title='swój turas to dobry turas'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-3647083863884014711</id><published>2008-11-18T10:36:00.000-08:00</published><updated>2008-11-18T12:42:32.276-08:00</updated><title type='text'>odszedłszy mając lat 71</title><content type='html'>wiele zgłoszono zamówień i uwag mniej lub bardziej konstruktywnych i zachwytów i pień. ale jako że jestem panem i władcą tego kawałka waszego ekranu, to będzie najpierw o czym innym. &lt;br /&gt;dziś się dowiedziałem, że wyglądam na 100% belga. jako że jestem zapiekłym fanem herkulesa piorot, to odebrałem to jako komplement. a swoją drogą, to herkules pochodził raczej w walonii i ciekawe czy znał niderlandzki? to jedno z tych pytań, które pewnie pozostaną bez odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;prośba od czytelnika: najwspanialszy, ukochany, najdroższy, najmądrzejszy i najprzystojnieszy jarosławie, opisz proszę jak działa tu biblioteka.&lt;br /&gt;cytuję dosłownie. do-sło-wnie.&lt;br /&gt;otóż, biblioteka miejscowa, spelnia wiele kryteriów z mini traktatu umberto eco "o bibliotece". nie można książek brać do domu. można kserować, ale się zbankrutuje. żeby wziąc z półki i przjejrzeć przy regale trzeba wypisać kwit, na którym pytają o milion rzeczy, jest jedna toaleta, na parterze, a pieter trzy. (ja dotarlem do trzeciego, moze jest więcej). starają się więc, by jak najrzadziej odwiedzać, i kalać dostojne dzieła profańskimi paluchami. tak trzymać!&lt;br /&gt;a kiedy już uda się wypisać kwit, zdobyć zakładkę czerwoną, plastikową i umieścić w miejscu wybranej książki można się udać do własnego stolika. po dojściu do tegoż okazuję się, że jakiś mniej lub bardziej kolorowy żak podsiadł nas. wobec czego szukamy innego stolika. ale to nie wszystko, trzeba wypisac nowy kwit, że książka od teraz nie bedzie na stole 02.03 - jak planowaliśmy - ale przy 01.18, bo jedyne miejsce, przy ktorym nikogo nie ma.&lt;br /&gt;po zakończonej pracy książkę odkładamy na wózek. i jak zawsze kij ma co najmniej dwa końce. bo, jeśli  faktycznie nie ma się pojęcia o rozkładzie książek, to może lepiej położyć na wózek i iść na frytki z majonezem, ale jak ma się choć średnie pojęcie o sygbaturach i wzięło się książkę na 5 sekund, żeby przepisac jedno zdanie, to uważam nawet za altruizm odnieść ją tam skąd się wzięło.&lt;br /&gt;polacy ponoć narzekają. nie, nie narzekam przecież. ale za to jaki tu mają zbiór książek, to szapo-ba! jest np. książka, która doprowadziła pewnego zacnego profesora teologii w poznaniu najpierw w ramona beaty anny, a potem aż na bezdroża piekielne, kiedy to ogłosił, że Jezus bogiem nie był. choć to nieuczyciwe uproszczenie, ale w sumie. w zeszłą wigilię był widziany na motorze w kowbojskim kapeluszu. nie, nie rozgłaszam plotek.&lt;br /&gt;wspomniana książka to psychologiczna interpretacja pism pawłowych gerda theissena. fajna książka. i dostępna ot, tak. nie ma działu libri prohibiti, który swego czasu uwielbiałem penetrować. i nie pamiętam, że już się zachwycałem, że tu całe pólki regałowe na każdy werset świętego pisma, a moja chełpiąca się przed całym światem biblioteka nie ma nawet po jednej na każdy wers. a jak już sią znajdzie, to wydana przed 1950. nie, nie narzekam, żeby nie było.&lt;br /&gt;na lekcji niderlandzkiego posłuchałem dziś piosenki. taka sobie, frywolna, piosneczka. ale jakoś mnie zachwyciła. i notkę dedykuję właśnie w hołdzie zmarłemu przed paroma dniami Wannesowi Vad De Velde. w piosence chodzi o to, o co w każdej piosence, może poza jakimiś nibyupobożnionymi bełkotami sacro-polo. on sie ma chętkę się zgubić w nocy na ulicy i szuka rozrywki na którą go nie stać. ale czasem lepiej nie wiedzieć, o czym jest, bo się przestaje podobać.&lt;br /&gt;dla zainteresowanych http://www.youtube.com/watch?v=Zsz2zWSg6X4&lt;br /&gt;a niby ten niderlandzki to taki nieromantyczny, aseksualny i taki toporny, a mi serce szybciej bije jak ją słyszę. i ta piosenka to taki symbol belgii, bo połow zwrotek jest po niederlandzku, połowa po francusku. może ludnościowe proporcje tak się nie rozkładają, ale nic to!&lt;br /&gt;a co do jeszcze rozkładów procentowych: to niemal 3/4 autochtonów przynależy do jedynego świętego kościoła rzymskiego, bo jako niemowlęte ochrzczono ich w tymże, połowa się z tymże utożsamania, co trzeci sądzi, że jakiś bóg/bogowie maczali palce w stworzeniu świata, a praktykuje dwóch do czterech na stu.&lt;br /&gt;o królu i aborcji, o świętym kamieniu brukowym i żydokatolewie w następnym odcinku.&lt;br /&gt;bo nie mogę skończyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-3647083863884014711?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/3647083863884014711/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=3647083863884014711' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/3647083863884014711'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/3647083863884014711'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/11/odszedszy-majc-lat-71.html' title='odszedłszy mając lat 71'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-3993211189021786096</id><published>2008-11-09T12:11:00.000-08:00</published><updated>2008-11-09T12:13:00.855-08:00</updated><title type='text'>tak tylko</title><content type='html'>tak zajrzałem dziś na bloga i dziś wyświetlają reklamę biustonoszy. ostatnio było świadectwo o umiłowanym słudze bożym. pasjonujący mechanizm doboru do treści, wprost doskonały!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-3993211189021786096?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/3993211189021786096/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=3993211189021786096' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/3993211189021786096'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/3993211189021786096'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/11/tak-tylko.html' title='tak tylko'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-8489560390723161415</id><published>2008-11-06T04:48:00.000-08:00</published><updated>2008-11-06T05:27:47.975-08:00</updated><title type='text'>zen w beginażu</title><content type='html'>się dzieje.&lt;br /&gt;wczoraj w szkole gratulowali wyboru obamy. nie czuję się adresatem tych gratulacji, bo pierwsze primo, nie zagłosowałbym nań, drugie primo nie głosowałem w ogóle, trzecie primo średnio jestem szczęśliwy z tego wyboru i czwarte primo jakieś medjugorie z tymi wyborami.&lt;br /&gt;czarny wygrał. niech tam. ale teraz TRZEBA być czarnym. bond ma być czarny, papież ma być czarny, w ogóle wszyscy prezydenci, premierzy i marszałkowie powinni być czarni. bo to jest jazzy. bo jak czarnemu dzieje się źle to na pewno rasizm, a jak dobrze to na pewno nie-rasizm. a nie to, że ludziom dzieję się po prostu czasem dobrze, czasem źle. zawsze przez nich samych.&lt;br /&gt;noż. powtarzam po raz setny: nie mam nic przeciw. ale. nie przesadzajmy, że teraz trzeba być czarnym. a za sto lat będzie trzeba być zielonym. już nawet nie warto być pedałem dziś. chyba że czarnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dzięki życzliwym czytelnikom, okazało się, że najdłuższe słowo w nederlands nie jest najdłuższe, bo są o 20 liter dłuższe. dziękuję za interakcję. na prośbę tegoż czytelnika napiszę wszystko b'reszit. zmiana systemu kształcenia z zakładowo-stadnego na indywidualno-dzienno-zaoczny umożliwiła wyjazd na erasmusa. z tej możliwości skrzętnie skorzystałem przeszedłszy przez geste sito kryteriów eliminacyjnych. przed wyjazdem zostałem namówiony przez in spe czytelników by pisać bloga i tak oto powstał. miał być całkiem poświęcony doznaniom belgijskim, a jest trochę prywaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;środowe popołudnia (woensdagnademiddags;) są zawsze dołujące. są przeciekawe ale udowadniają mizerię mojej - jakże szerokiej skądinąd - wiedzy. i tak wczoraj nie wiedziałem gdzie aleksander the great śnił, że "w tym znaku zwycięży", kto napisał Tristana i Izoldę (nie operę) ,  myślałem że grupa Laokona nie jest grupą Laokona i kim sam Laokon był.&lt;br /&gt; wystarczy biczowania się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;inni z kolei czytelnicy pytają czy nagrody i konkursy są nadal aktualne.&lt;br /&gt;są.&lt;br /&gt;pierwszy ciągle pozostaje nierozwiązany. jedna próba jednego z czytelników się nie powiodła. jest więc aktualny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a co do tytułu. w leuven jest beginaż. ściśle to był. sam nie wiedziałem zanim przyjechałem to takiego. google i wiki odpowiedzą temu kto nie wie, a kto wie to wie.&lt;br /&gt;i jak się rzekło tu beginaż był. dziś została jedna kobieta. ponoć mniszka, ale uczy medytacji zen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;świat się kończy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-8489560390723161415?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/8489560390723161415/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=8489560390723161415' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/8489560390723161415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/8489560390723161415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/11/zen-w-beginau.html' title='zen w beginażu'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-5188240817918255086</id><published>2008-10-28T12:14:00.000-07:00</published><updated>2008-10-28T12:29:53.382-07:00</updated><title type='text'>furtka</title><content type='html'>weekend był trudny. nie ze względu na pogodę, ani na przypalone frytki, ani na piejące koguty, ani sąsiada uporczywie ćwiczącego grę na flecie. na poziomie under-początkującym.&lt;br /&gt;był trudny tak w środku.&lt;br /&gt;bo przymknąłem trochę furtkę. tę Jedyną, furtkę. tę samą, obok której pędził żywot pewien życzliwy pająk. jeszcze będzie miał widownię w mojej osobie. mam nadzieję.&lt;br /&gt;ostatnio nie napisałem prawdy. bo okazało się, że najdłuższe słowo w nederlands wcale nie jest najdłuższe. bo najdłuższe jest hottentottententententoonstellingtereinen. do poprzedniego wystarczyło dodać,  że chodzi o tereny na których wystawa będzie. i już.&lt;br /&gt;a na naamsestratt powiesili już gwiazdki, choinki i inne mikołaje. nawet niebrzydkie, ale.&lt;br /&gt;jeszcze liście na drzewach, jeszcze dzień długi, jeszcze nieśmiertelnej mariah carrey nie ma w radio, jeszcze helloweenu nie było. a to już.&lt;br /&gt;a cukrowe renifery były w promocji już w zeszłym tygodniu. nie ma to jak wcinać renifera w świetle dyniowej świeczki.&lt;br /&gt;a dynie opanowują miasto. i upiory i inne takie. nawet katolicki uniwersytet promuje helloween-party, na której obowiązuje dresscode spooky.&lt;br /&gt;niektórzy nie muszą się przebierać. ach, co za cięty dowcip.&lt;br /&gt;nie żebym miał coś przeciwko wiedźmom czy ogromnym włochatym pająkom-magikom. nie mam nic przeciwko czemuś czego nie ma.&lt;br /&gt;a na swoich drzwiach najchętnej nakleiłbym nalepkę: w tym domu nie ma słodyczy, ale może ktoś przeczytał niusy z usa i wie, że takie nalepki mają mieć ci, co NAPRAWDĘ kochają dzieci.&lt;br /&gt;a ja nie z tych. tymczasem&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-5188240817918255086?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/5188240817918255086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=5188240817918255086' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/5188240817918255086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/5188240817918255086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/10/furtka.html' title='furtka'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-8652044333350455797</id><published>2008-10-21T02:19:00.001-07:00</published><updated>2008-10-21T02:20:22.450-07:00</updated><title type='text'>hottentottententententoonstelling</title><content type='html'>wszystko uzależnia tak samo. komputer, metanol, bogowie, seks, betafenyloizopropyloamina i house, też. niesamowite jak może zaburzyć&lt;br /&gt;pracę ośrodka nagrody-kary. co prawda jeszcze nie tonę w długach i czasem się myję, ale jestem&lt;br /&gt;na najlepszej dordze by upaść w czeluści ostateczne. chyba, że jakiś ktoś życzliwy, nie wrzuci na&lt;br /&gt;chomika czy rapidszera nowych odcinków.&lt;br /&gt;dziś rano usłyszałem niesamowitą melodię. dwie miejscowe karetki pogotowia jechały w przeciwnych&lt;br /&gt;kierunkach i doppler tak się ułożył, że melodia była niebiańska. nie-ludzka. pewnie taka cudowna,&lt;br /&gt;bo nieprzewidziana, niezaplanowana, by nie powiedzieć przypadkowa.&lt;br /&gt;kolejne wykłady, kartkówki, tak tak, kartkówki, na tym lepszym zachodzie nie wierzą na słowo.&lt;br /&gt;i sprawdzają. policjant sprawdza czy jesteś w domu. tym domu, w ktorym deklarujesz że jesteś.&lt;br /&gt;w szkole sprawdzają. po drodze do belgii Cię sprawdzają. ale to niemcy.&lt;br /&gt;za to w sklepie wierzą. bo nie trzeba wózka, można ładować wszystko do plecaka. i nie ma bramek,&lt;br /&gt;piszczących jak przechodzisz z czymś za pazuchą. więc wierzą.&lt;br /&gt;a dziś zażartowałem po nederlands. w sklepie. pani się uśmiechnęła i coś mi odpowiedziała.&lt;br /&gt;oczywiście nie miałem pojęcia co, ale się od-uśmiechnałem licząć że mnie właśnie nie obraziła,&lt;br /&gt;ani nie przeklnęła do 8 pokolenia.&lt;br /&gt;ach, najważniejsze. spłodziłem dziś, tzn. skończyłem płodzić najważniejsze 163 kilobajty w moim życiu.&lt;br /&gt;tak, tak. to pierwszy rozdział mojej wiekopomnej pracy magisterskiej, która wstrząśnie dotychczasową&lt;br /&gt;biblistyką, która obali wszystkie mity, którymi karmi nas wielki watykański brat, która wreszcie&lt;br /&gt;powie prawdę o tym wszystkim. po czym trafi na indeks. przeczyta ją tarcisio bertone. i będę milionerem,&lt;br /&gt;bo wszyscy ją kupią! taaaa. jak zazdroszczę wszystkim, co nie muszą przepisywać 100 książek w jedno&lt;br /&gt;wypracowanie i poprawiać przecinków w bibliografii.&lt;br /&gt;oj, bo się robi politycznie. a miało być sprawozdawczo.&lt;br /&gt;w sercu europy kryzys ma się dobrze. ekonomiczny, naturalnie.co tam, pochwalę się.&lt;br /&gt;zapytałem dziś - w lokalnym ma się rozumieć języku - czy są kanapki. i zrozumiałem odpowiedź.&lt;br /&gt;sukces połowiczny, bo kanapek nie było.&lt;br /&gt;tytuł na najdłuższe słowo w nederlands, 33 litery. fajne, nie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-8652044333350455797?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/8652044333350455797/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=8652044333350455797' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/8652044333350455797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/8652044333350455797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/10/hottentottententententoonstelling.html' title='hottentottententententoonstelling'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-8509946083698640353</id><published>2008-10-14T02:57:00.000-07:00</published><updated>2008-10-14T02:58:57.551-07:00</updated><title type='text'>koszyk natarty smołą</title><content type='html'>dziś z kolei to uniwestytet sam sobie strzelił gola. nastąpił więc tak zwany samobój. oto profesor szukał sali by wykład przeprowadzić. i właśnie nie wiem, czy święte prawo akademickiego kwadransa obowiązuje jeśli jest profesor a nie ma sali czy tylko jak jest sala a nie ma profesora. wszak i jedno i drugie jest warunkiem koniecznym wykładu. ewentualnie jeszcze studenci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;łikend natomiast minął bynajmniej pracowicie. ponadto odkryłem tutejszą bibliotekę. nie mam słów. na każdy werset świętego Pisma po dwie trzymetrowe półki książek. raj, czyli. to w sobotę.&lt;br /&gt;niedziela natomiast, to jak zawsze: pobudka o 6, 1,5 godziny joggingu, potem basen i siłownia, i rower. oczywiście, że to nieprawda! 7 dzień tygodnia i msza. po nederlands. i tu wziąłem proboszcza za kościelnego. prawda, że pojechałem po strereotypie, że staruszek w cardiganie i wąskim krawatem, siedzący w pierwszej ławce i czasem zawiadującym chórem rówieśników nie jest proboszczem. a jest. ponoć, bo nigdy nic nie wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i w poniedziałek uczestniczyłem w atropologii religii. krew mnie zalewała jak profesor tłumaczył, że elohim to wiatr [pozwolę sobie wyjaśnić jądro bulwersacji. otóż elohim, to forma liczby mnogiej od el co znaczy bóg. tak, z małej. to bóg i imię. np. ej-eljon: bóg Najwyższy. swego czasu el był samodzielnym bogiem, bogiem burzy. co nie zmienia faktu, że imię jego pochodzi  od "mieć władzę, być silnym"; co chyba z wiatrem ma niewiele wspólnego] ponadto, tłumaczył, że nefesz i ruah to to samo. a nie to samo. zaręczam.&lt;br /&gt;i że - tym razem po grecku - blepo to bardziej to see niż to watch, które lepiej oddaje chorao. a raczej jest na odwrót. zachodnia edukacja. ach, i to też kolejny fan żiżka. slavoya.&lt;br /&gt;z zapoczątkowanej serii piwnej: jupiler fatalny, duvel - ponoć uwielbiany przez obcokrajowców - bardzo dobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a "koszyk natarty smołą" dedykuję wszystkim donosicielom. zwłaszcza na przyjaciół przyjaciółek, których niby nie znali.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-8509946083698640353?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/8509946083698640353/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=8509946083698640353' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/8509946083698640353'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/8509946083698640353'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/10/koszyk-natarty-smo.html' title='koszyk natarty smołą'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-1496842632375272858</id><published>2008-10-09T12:23:00.000-07:00</published><updated>2008-10-09T12:25:29.764-07:00</updated><title type='text'>no musiałem, musiałem!</title><content type='html'>boszszsz, oni tu mają gazowaną icetea liptona! koszmar! natomiast antropologia kulturowa jest fajna.&lt;br /&gt;na dziś tyle, bo mnie tez gaz w icetea tak zbulweroswał&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-1496842632375272858?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/1496842632375272858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=1496842632375272858' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/1496842632375272858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/1496842632375272858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/10/no-musiaem-musiaem.html' title='no musiałem, musiałem!'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-2555589928312425568</id><published>2008-10-08T09:02:00.000-07:00</published><updated>2008-10-08T09:18:41.601-07:00</updated><title type='text'>czuję się z tym fatalnie</title><content type='html'>5 dzień bez bloga. podziwiam Was, kochani czytelnicy za to że wytrwaliście i niezrażeni moim długim milczeniem, powróciliście na moje łono, łono blogowe. dziękuję.&lt;br /&gt;a tak na marginesie, to człowiek, który oprowadzał dantego po piekle to wergiliusz, a pół-człowiek pół-koń to, tak tak. centaur. ja dziś nie wiedziałem. ale już wiem. i kto nie wiedział to już wie. i z wdzięczności może kliknąć w reklamę powyżej i dać mi zarobić fortunę.&lt;br /&gt;wyszło szydło, że moim jedynym motywatorem są zielone. cóż.&lt;br /&gt;miniony tydzień okazał się tygodniem pomylonych sal. zresztą nie po raz pierwszy. jak dotąd w rywalizacji KUL - ja przegrywam 3:0. mam nadzieję, że w drugim semestrze się odgryzę!&lt;br /&gt;bo, w poniedziałek - po założeniu konta w upadającym banku (chciałem żeby mi pożyczyli z 5 milionów euro zanim upadną, ale nie chcieli) - zapragnąłem udać się na wykład z antropologii religii. zaszedłem na tiensestraat 41 i szukam budynku dv3. jest! poszedłem, ale naturalnie nie było sali 01.19. co się okazało, w tym komleksie są dwa budynki o nazwie dv3. jeden stary, drugi nowy. tym sposobem KUL zdobyło 3 gola!&lt;br /&gt;a w sklepie zapytałem się po nederlands: waar is melk? nie skonstatowałem jednak uprzednio, że zapytawszy w nederlands w nederlands otrzymam odpowiedź. więc pan mi dokładnie opisał, gestykulując delikatnie, ja wysłuchałem i czym prędzej poszedłem do innego pana pytając: where can I find a milk? i wtedy było już lepiej.&lt;br /&gt;a co do mleka. w kawiarni nie można chcieć kawy z mlekiem. można latte lub cappucino. ale zwykłej z mlekiem nie. mleko bowiem, podobnie jak cukier i jakieś inne igrediencje stoi na stoliku gdzieś w kącie, bo w kąty nikt nie zagląda. i żeby wlać mleko, trzeba paradnym krokiem, bacząc by ani kropli kruczoczaranego napoju nie uronić, przemierzyć wzdłuż lokal wystawiając się na złośliwe spojrzenia biesiadników. wypiłem więc latte. co tam. bez cukru. bo ludzie dzielą się na inteligentnych i słodzących kawę. to nie moje, ale mi się spodobało. ale to oczywiście nieprawda! wśród niesłodzących natrafi się na ćwierćinteligenta z klamerkami u nogawek wymachującego kluczykami od poloneza. &lt;br /&gt;a o tomaszu apostole, gdzie nie wkłada ręki do boku Pana - co malując, Caravaggio nas okłamał - jest mowa u św. jana.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-2555589928312425568?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/2555589928312425568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=2555589928312425568' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/2555589928312425568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/2555589928312425568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/10/czuj-si-z-tym-fatalnie.html' title='czuję się z tym fatalnie'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-7962859313477808034</id><published>2008-10-03T12:29:00.000-07:00</published><updated>2008-10-03T13:33:03.877-07:00</updated><title type='text'>zdegradowane uczestnictwo ręcznika</title><content type='html'>minął kolejny tydzień, jak data ważności homo-serka. ale nie dyskryminuję żywności. nawet czarnej. nawet.&lt;br /&gt;pewnego razu zaszedłem na wykład do sali 02.07. zresztą numeracje to osobna historia. na moim wydziale jest na parterze sala 00.07, 00.15 i 00.59 i 00.69. a na drugim piętrze sala ma numer 02.07. ale ma dwa wejścia i z jednej strony to właśnie 02.07, a z drugiej ma 01.15. i ja, na nieszczęście sale pomyliłem. i wykład był w nederlands. i tylko jak myszka cicho siedziałem w nadziei, że nauczyciel nie spyta: a co pan o tym myśli? nie spytał. uciekłem w przerwie. potem było tylko lepiej.&lt;br /&gt;bo był kurs nederlands. i na pytanie o moje achternaam odpowiedziałem: brzęczyszczykiewicz. ubaw po pachy.&lt;br /&gt;i z kolegą z warszawy rozmawiałem. i takeśmy doszli do wniosków, że parę słów w miejscowym języku znać trzeba, np. krojony, apropos chleba, albo połowę, żeby też nie męczyć czegoś tygodniami.&lt;br /&gt;tak chciałbym rozpoacząć cykl opinii, zawsze słusznych, na temat piw miejscowych. na świecie najlepszych w zgodnym chórze piwoszy. więc: stella stoi - łagodna bardzo, jaśniutkie. takie sobie.&lt;br /&gt;grimbergen, jasne, wyraziste. lepsze. tyle z piw w kategorii poniżej 1 euro. mam nadzieję, że pojawią się nowe kategorie i to nie tylko poniżej 50 centów i darmowe.&lt;br /&gt;byłem w urzędzie, żeby zalegalizować mój pobyt w królestwie. za to plus, bo osobne okienko dla studentów i miłe panie w okienkach. i w nawiązanej rozmowie pani zapytała czy jestem wierzący. nie lubię takich pytań, bo jakiej odpowiedzi można się spodziewac od studenta królowej nauk? poza tym, to z gruncie rzeczy takie pytanie, że nie ma na nie odpowiedzi, ale się nie wymądrzam.&lt;br /&gt;a dziś odwiedził mnie pan policjant. spytał z czego się utrzymuję, kiedy przyjechałem, czy mieszkam sam. zajrzał do łazienki. i podpisał kwit, że wszystko dobrze. dostanę id card.&lt;br /&gt;a  w sklepach tu nie działa żadna z tysiąca moich kart płatniczych i kredytowych. a dysponuję wszelkimi, choć to nie powód do dumy, bo na wszystkich debety i długi. ale ani visa z czipem, ani bez, ani visa electron, ani maestro z czipem. nic.&lt;br /&gt;a na zachodzie jest lepiej. prawda?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-7962859313477808034?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/7962859313477808034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=7962859313477808034' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/7962859313477808034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/7962859313477808034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/10/zdegradowane-uczestnictwo-rcznika.html' title='zdegradowane uczestnictwo ręcznika'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-1748694989890649813</id><published>2008-09-28T11:54:00.000-07:00</published><updated>2008-09-28T12:02:51.658-07:00</updated><title type='text'>na zachodzie ... zmiany</title><content type='html'>to zatytułowanie dedykuje erichowi remarckowi. tytulowe zmiany to zmiany w moim blogu. na pewno odwiedziło go już 100 000 000 widzów, więc informuję, że są zmiany od Waszej ostatniej wizyty. w wystroju zmiany.&lt;br /&gt;byłem dziś na polskim śniadaniu u towarzyszy doli erasmusowej. śniadanie jak śniadanie. tylko jeden zjadł ważnie, bo się nie przeżegnał przed tylko po. bo przed nie można, bo się nie przyjmie. tak twierdził. a ja ani przed ani po. więc nie wiem co teraz. potem była msza w national community. ładnie, żwawo, kolorowo. dużo dzieci, małych, głośnych, ale dużo. i to ładnie. po mszy, kto nowy miał się przedstawić. udałem starego bywalca. potem była kawa, sok, kanapeczki z krakersów i pogaduchy. a potem pizza u makaroniarza, głównego konkurenta turka z naprzeciwka w konkurecni pizza dla studentów: jedyne 5 euro. i amaretto jako słodki finał.&lt;br /&gt;a potem ciężka praca, dla Waszej wygody, drodzy Czytelnicy! nowe gadżety, układ i w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a kartagina powinna zostać zburzona!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-1748694989890649813?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/1748694989890649813/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=1748694989890649813' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/1748694989890649813'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/1748694989890649813'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/09/na-zachodzie-zmiany.html' title='na zachodzie ... zmiany'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-4166378219037946281</id><published>2008-09-26T09:39:00.000-07:00</published><updated>2008-09-26T09:58:02.192-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>już tydzień ponad żyję jako młody, naukowy emigrant. sądzę, że czas to, by jakoś podsumować co fajne, a co nie na obczyźnie.&lt;br /&gt;1. wykłady. w kraju są zwykle po 1,5 godziny. przerwa jest zawsze. prawie. a tu trwają 2 godziny, a przerwa to 3 minuty później zaczęty i dwie wcześniej skończony.&lt;br /&gt;2. wykłady. w kraju mamy ćwiczenia, konwersy i wykłady. tu tylko wykłady. mniej lub bardziej interakcyjne. choć wielkim plusem jest, że podobnie jak na naszych wykładach, nikt nie sprawdza obecności&lt;br /&gt;3. autobusy. trzeba samemu zatrzymać. i jak się jedzie i jak się stoi. na przystanku&lt;br /&gt;4. fotoradary. jedyne świecie, które fotografują z tyłu. samochód z tyłu, jak wjeżdża na czerwonym świetle.&lt;br /&gt;5. sygnalizacja świetlna. strzałka do jazdy prosto. fenomenalne.&lt;br /&gt;6. ruch uliczny. zadziwiająca symbioza szalonych cyklistów, genialnych bus-driverów i mniej czy bardziej ciamajdowatych kierowców. bez trąbienia. i można się czuć na przejściu dla pieszych jak pieszy. nie jak wróg nr 1&lt;br /&gt;7. śmieci. masakra. wystawianie na publiczny pokaz zawartości własnego kosza. pornografia w najśmielszym wydaniu. ech, pokaż mi swoje śmieci a powiem jaki jesteś. pewnie nikt tu na te śmieci nie patrzy, ale mnie kłuja w oczy. choć fajne jest, że w różnych kolorach co innego siedzi. a brązowe worki są najdroższe, najwięcej kosztują wyrzucającego czyli. więc ich najmniej. bo w odpowiedni dzień tygodnia trzeba na chodnik wystawić worek w odpowiednim kolorze. panowie śmieciarze potem zbieraja. rachunek pocztą. jaak zawsze&lt;br /&gt;8. internet. dla studentów za darmo kotnet. ale jak zawsze i jak wszystko co za darmo, najpierw trzeba opłacić. i kosztuje. ale jest za darmo. piękne&lt;br /&gt;9. kościoły. puste. jak na serce europy przystało. w niedziele jedna msza. zawsze o 11. i w sobote o 20.15, dla rodaków.&lt;br /&gt;10. alma. studenci to rynek. oooogrooooomny. 25 000 gardeł, żołądków, szyj, głów, 50 000 stóp, dłoni, oczu, uszu. tylko głupi by nie korzystał. w almie akurat karmią. nawet nieźle. za 4 euro można się najeść.&lt;br /&gt;11. dwa krany. jak w gb. nie wiedzieć czemu, dwa jeden z zimną, drugi z gorącą. wodą. straszne.&lt;br /&gt;12. pączki z budyniem. sam budyń. tu wszystko jest z budyniem. lub z majonezem. jeśli nie słodkie.&lt;br /&gt;13. języki. uczą się tu w szkole 3 obcych i własnego. zdecydowany plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza walutą i językiem to naprawdę niewiele się zmieniło. jest skype, jest gg, jest jedzenie.&lt;br /&gt;jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.&lt;br /&gt;i tostery faktycznie takie same.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-4166378219037946281?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/4166378219037946281/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=4166378219037946281' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/4166378219037946281'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/4166378219037946281'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/09/ju-tydzie-ponad-yj-jako-mody-naukowy.html' title=''/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8814376283307903650.post-1684449205532991182</id><published>2008-09-23T12:40:00.000-07:00</published><updated>2008-09-26T09:56:09.327-07:00</updated><title type='text'>introductory</title><content type='html'>co tam. jak mawia dr house, wszyscy kłamią. a ja nie będę. nie mam co napisać w pierwszej notce tak bardzo jestem zachwycony nazwą jaką wymyśliłem.&lt;br /&gt;ponoć teraz trzeba nie-blogować i nie-czytać, żeby być na topie.&lt;br /&gt;coelho, też kiedyś trzeba było, a potem nie można było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;no. to czekolada dla tego kto&lt;br /&gt;a) rozwikła nazwę bloga&lt;br /&gt;b) wykaże błąd w nazwie&lt;br /&gt;c) powie co autor miał na myśli robiąc błąd w nazwie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;poza tym to zawsze fajnie, jak ktoś myśli że jest zabawny.&lt;br /&gt;dla wspólnego dobra, uważajmy tak wszyscy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ach, a tytuł po angielsku dedykuję Oscarowi Wilde'owi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8814376283307903650-1684449205532991182?l=tumorisovarisinistra.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/feeds/1684449205532991182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8814376283307903650&amp;postID=1684449205532991182' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/1684449205532991182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8814376283307903650/posts/default/1684449205532991182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tumorisovarisinistra.blogspot.com/2008/09/introductory.html' title='introductory'/><author><name>jarek moeglich</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
